„`html
Nie mam pewności, czy istnieją jeszcze miejsca pozwalające odnaleźć choćby cień prawdziwego spokoju, ale zdarza mi się ich szukać. W przeciwnym razie czuję, jakby moje nerwy miały się rozsypać, jakbym miała eksplodować albo wpaść w panikę, aż w końcu moja obciążona głowa – uwielbiam to określenie, bo trafnie oddaje stan ducha – odpadnie od szyi, przeciążona troskami i niepokojami.
Dlatego zdecydowałam się na wyjazd. Spędziłam tydzień z dala od codzienności i zmartwień, otoczona naturą. Za oknem rozciągają się pola, wznoszą się drzewa. Prognozy przyniosły sporo deszczu. Niebo bywa błękitne, choć częściej pozostaje szare. Temperatury nie powalają upałem – to raczej przyjemne, umiarkowane +10°C. Obserwuję te widoki i czasem na chwilę się zatrzymuję, pozwalając myślom swobodnie płynąć.
Odpoczynek od informacyjnego zgiełku
Wcale nie tęsknię za naszym krajowym odpowiednikiem politycznej gry czy apokaliptycznych wizji. Kiedy choć na moment uda mi się od tego oderwać, wszystko zaczyna się porządkować. Spory i kontrowersje, które tak elektryzowały przez kilka dni, nagle tracą na znaczeniu, bo na koniec jakoś wszyscy się dogadują – choćby częściowo.
W takich okolicznościach budzi się we mnie postawa stoicka. Uświadamiam sobie, że moje pragnienie kontroli oraz wpływu na różne sprawy niewiele znaczy. Wiadomo przecież, że nie da się zmienić charakterów ludzi o przeciwnych wartościach, ani skutecznie wpływać na cudze wybory. To zawsze mnie zastanawiało: rzymscy stoicy, najbardziej zaangażowani w życie publiczne, potrafili zachować dystans i skupiać się na tym, co naprawdę istotne.
Refleksje nad filozofią stoicką
Marek Aureliusz, będąc najwyższym kapłanem, doskonale rozumiał, że celem człowieka jest czynienie dobra. Realizował je, często napotykając opór innych, a zarazem wiedział, że może polegać tylko na sobie. Godził świadomość bycia drobną cząstką wielkiego Kosmosu – organizmu złożonego z chwilowo użyczonych atomów – z ideą suwerenności decyzji.
Zostaje tu poruszony ważny paradoks, celnie uchwycony przez Epikteta w „Diatrybach”: „Wolność to uświadomiona konieczność”. Istnieje napięcie między wolną wolą jednostki a koniecznością wynikającą z przynależności do szerszej całości. Losu, Kosmosu czy uwarunkowań nie uda się zmienić – podobnie jak sposobu myślenia nawet najbliższej osoby.
Skupienie na tym, co naprawdę ważne
Warto więc kierować energię tam, gdzie mamy rzeczywisty wpływ i koncentrować się na dobru. Nie chodzi o egoizm, lecz o wkład w harmonię wszechświata, troskę o całość jego działania, niczym trybik dopasowany do doskonałej machinie. Tak jak w piosence Wojciecha Młynarskiego: „Róbmy swoje” – niezależnie od opinii tych, którzy twierdzą, że wiedzą lepiej.
Filozofia – źródło ulgi i niepokoju
Pamięć o tym przynosi ulgę, bo filozofia potrafi być pocieszeniem. Czasami jednak stawia trudne pytania i wytrąca z pozornego spokoju, co mimo wszystko przywraca właściwe proporcje. Niekiedy wystarczy nawet odrobina świadomości historycznej, by nabrać dystansu.
Perspektywa historyczna
Lubię czasem bawić się wyliczankami ze studentami, które uzmysławiają, jak niewyobrażalne są odstępy czasowe w historii filozofii. Między św. Augustynem a św. Tomaszem upłynęło około 900 lat – tyle samo dzieli nas od koronacji Bolesława Chrobrego. Tysiąc lat minęło również od Talesa z Miletu do Diogenesa Laertiosa. To istotne, gdy zdajemy sobie sprawę, że większość informacji o Talesie pochodzi właśnie od Diogenesa, czyli kogoś piszącego wiele stuleci później.
- Czy za tysiąc lat ktoś spróbuje zrekonstruować nasze życie na podstawie fragmentów i pojedynczych zapisków?
- Możliwe, że jedyną pozostałością po naszych czasach będzie film opowiadający o prezydenckiej kampanii zza kulis.
- A może to my odpowiemy własną historią, sięgającą po tradycje kina niemego?
Aby móc się nad tym wszystkim zastanowić, czasem po prostu trzeba wyjechać.
„`