„`html
Zacznę od wyjaśnienia – nie należę do osób, które nigdy nie miały do czynienia z „Wiedźminem 3”. Grałem w tę produkcję niedługo po jej premierze, korzystając z konsoli u znajomego, ale nie porwała mnie wtedy, chociaż pierwsze dwie części od CD Projekt znam niemal na pamięć. Pewnie winę ponosiło też moje przyzwyczajenie do grania na myszce i klawiaturze, a nie na padzie. Tak czy inaczej, nie mogłem zagrać w „Dziki Gon” na własnym sprzęcie na samym początku, a nie chciałem poznawać tej gry wyłącznie z perspektywy let’s playów. Przez lata skutecznie siebie przekonywałem, że nieprzejście tej gry to mój powód do dumy jako dwudziestokilkuletniego gracza. Nie przeszkadzało mi to, by krytykować i kwestionować zachwyty fanów, podkreślając, że są inne, równie dobre gry, a kult „Wiedźmina” zaczyna mnie męczyć.
Powrót po latach i pierwsze wrażenia
Z biegiem czasu, szczególnie po lekturze najnowszej książki z cyklu Sapkowskiego, postanowiłem zmierzyć się z „Wiedźminem 3” jeszcze raz. Po dekadzie od debiutu gry, będąc już w innym momencie życia, poświęciłem ponad 140 godzin, przechodząc produkt CD Projektu od początku do końca. Ostateczna ocena? Solidne 7/10 – ani zawód, ani absolutne arcydzieło. „Dziki Gon” zrobił na mnie wrażenie, ale jestem przekonany, że z czasem wyblaknie ono w mojej pamięci.
Pozorna magia eksploracji
Często słyszy się, że „Wiedźmin 3” zapada w pamięć dzięki rozległemu, żywemu światu, który zachęca do eksploracji. Dla mnie największą przyjemnością okazało się systematyczne odwiedzanie kolejnych znaków zapytania na mapie – realizacja zadań pobocznych, odkrywanie nowych lokacji, metodyczne przechodzenie przez mapę. Ta mechanika początkowo wciąga, lecz szybko przeradza się w nużący obowiązek, z którego ostatecznie niewiele wynika. Owszem, zdarzało się natrafić na ciekawe przedmioty czy krótkie historie, jednak koniec końców miałem wrażenie, że mam do czynienia z rutynową listą zadań.
Świat bez głębi i decyzje bez konsekwencji
Oczekiwałem, że otwarty świat gry wzbudzi we mnie poczucie autentycznej immersji, ale tego nie doświadczyłem. Działania gracza – chociaż wpływają częściowo na otoczenie – rzadko kiedy mają większe znaczenie dla rozwoju historii. Jest to trochę jak w starszych grach Telltale, gdzie informacja o tym, że postać zapamięta naszą decyzję, w rzeczywistości nie przekłada się na realne konsekwencje. Wyjątkiem od tej reguły jest słynne zadanie z Krwawym Baronem, gdzie właściwie nie ma dobrego wyboru, ale taka niejednoznaczność jest rzadkością na tle bardzo długiej rozgrywki. Poza tym zadaniem, większość wyborów pozostaje mało znacząca w dłuższej perspektywie.
Postacie i relacje – między Triss a Yennefer
Jednym z szeroko dyskutowanych tematów była kwestia romansów Geralta z Triss i Yennefer. Zdecydowałem się zrezygnować z wątków romantycznych podczas swojej przygody, co wynikało nie tylko z ciekawości, jak zareaguje gra, ale też z obserwacji budowanych relacji w poprzednich częściach. Triss w poprzednich grach okazała się postacią dwuznaczną, ukrywającą przed Geraltem istotne fakty. W trzeciej części ten wątek został potraktowany bardzo pobieżnie, co może wprowadzać w błąd graczy nieznających wcześniejszych odsłon serii. Z drugiej strony, Yennefer, pojawiająca się ponownie po dłuższej nieobecności, została przedstawiona wiernie względem literackiego pierwowzoru. Jednak poza nimi, reszta postaci dostała zaskakująco niewiele przestrzeni – Triss długimi godzinami znika z fabuły, Jaskier jest zaledwie epizodyczny, a niektóre istotne postacie z „Zabójców Królów” niemal całkowicie pominięto.
Problemy fabularne i mechaniczne
Opowieść dotycząca Dzikiego Gonu przez większość czasu pozostaje w tle; prawdziwe motywacje przeciwników poznajemy dopiero pod koniec gry. Wątek Eredina i jego świty jest zredukowany praktycznie do roli typowego zła do pokonania. Tymczasem potencjał tej historii, obecny jeszcze w książkach Sapkowskiego, został znacząco spłycony. Intensywnie dawkowane informacje oraz nagłe przyspieszenie akcji w końcowych aktach nie pozwalają w pełni zrozumieć większego obrazu konfliktu.
Refleksje po ukończeniu gry
Nie sposób nie wspomnieć o technicznych i mechanicznych mankamentach: walka jest dość płytka, system rozwoju postaci nie daje satysfakcji, crafting potrafi przytłoczyć, a poziom trudności szybko przestaje stanowić wyzwanie. To kwestie, które były podnoszone także przy premierze Cyberpunka i wydają się stałym problemem produkcji CD Projektu. Pomimo tych niedoskonałości, „Wiedźmin 3” jest dla mnie grą poprawną, ale nie przełomową. Jej kulturowy fenomen i wpływ na środowisko graczy jest niezaprzeczalny: niezliczone cosplaye, mody, fanarty i ogromna społeczność oddanych fanów świadczą o jej wyjątkowym statusie.
- „Wiedźmin 3” to fascynujące, ale jednak nieco przereklamowane doświadczenie – cieszę się, że mogłem je w końcu ukończyć i zweryfikować swoje przemyślenia.
- Z jednej strony gra oferuje mnóstwo godzin zabawy, z drugiej – jej magia działa raczej przez chwilę, niż zostaje z graczem na lata.
- Prawdopodobnie nie wrócę już do tej produkcji, choć pozostaje mi jeszcze rozważenie, czy sięgnąć po dodatki.
Ostatecznie szanuję to, co „Wiedźmin 3” znaczy dla rzesz innych graczy. Mam jednak poczucie, że cały fenomen tej gry nie jest moim światem i przejście jej pozwoliło mi to zrozumieć. Nie planuję już wracać do tego uniwersum, ale każdemu, kto nadal czerpie z niego przyjemność – życzę dobrej zabawy i kolejnych inspirujących godzin spędzonych w „Dzikim Gonie”.
„`